Archiwum kategorii ‘Mój komputer i blog’
Virtualbox vs VMWare
Do niedawna korzystałem z VMWare. Po przenosinach z 32-bitowego Ubuntu do 64-bitowego Debiana, okazało się, że posiadany przeze mnie instalator nie działa pod x86_64. Pobierałem kilka wersji instalatorów pod AMD64. Bez skutku. Dosiadłem się zatem do Virtualboksa, który nie dość że działał, to działał jeszcze lepiej! Co prawda miałem kilka problemów z konfiguracją, ale teraz chodzi jak marzenie. Wydaje mi się, iż jest wydajniejszy od VMWare oraz, co pewne, nie ma problemów z serwerem dźwięku. Podczas używania VMWare miałem albo dźwięk w Linuksie, albo w systemie gościu. Teraz ten problem zniknął.
A co się z VMWare działo? Takie coś np.
A działał tak:
:)
Partition table is reorganized now
… Nareszcie!
Zrobiłem to co prawda pod wpływem impulsu, a nie zastanowienia, ale jestem zadowolony z tego. Na partycji montowanej pod /home/mp3, przed reorganizacją tablicy partycji, miałem tylko 80 MB wolnej przestrzeni! /home też nie wyglądał najlepiej. Teraz wszystko prezentuje się dość dobrze. Na razie /home/vmware jest dość skromnie zużyty, ale to się wkrótce zmieni. Jak na razie – tylko Windows XP tam urzęduje.
Teraz trzeba się przerzucić na Debiana.
Sayaka Ando’s Desktop
Windows pod VMWare
Znów bawię się VMWare. Znów? Na podstronie Pulpity mojej strony domowej można wyhaczyć takiego skrina z poprzednich zabaw.
Teraz bawię się znacznie lepiej, gdyż posiadam dwurdzeniowy procesor i dwa gigabajty pamięci RAM. Nie mam w zasadzie żadnych problemów z wydajnością. Spodobała mi się funkcja Easy Install. Wystarczyło podać klucz do naszej instalacji systemu Windows, a VMWare sam automatycznie przeprowadził całą instalację z domyślnymi ustawieniami. Chłopakom należą się brawa.
Instalacja Windows XP:
Instalacja Service Pack:
Jedna z najfajniejszych funkcji, umożliwiająca wyprowadzenie okien wirtualizowanego systemu operacyjnego bezpośrednio na nasz Desktop, czyli sławne już Unity:
Ładowanie snapshota:
Niezły ten twój label, b!
Windowsie baw się sam
Początkowa fascynacja nad Windowsem 7 zamieniła się obecnie w obojętność. Tak dużą, że pozbyłem się tego, drugi raz już zainstalowanego, systemu. Po pobraniu aktualizacji dziwnie spowolnił się. Poza tym nie działa pod nim ATi Catalyst, a nie chcę pracować na 1024×768@85Hz, a na 1152×864@75 Hz.
Poza tym zobaczcie tylko jak namieszał na dysku:
Porobił taki bajzel pomimo mojej decyzji o utworzeniu tylko jednej partycji Primary (swoją drogą GRUB-em mógłbym bootować z logicznej, ale Windowsa to nie zadowala).
Poza tym nie wiem jak to jest, że jedna instalacja Windowsa (jakakolwiek wersja) działa bardzo dobrze, a inna od początku krzaczy się.
Eh.
Windows 7
Pobrałem, zainstalowałem i poużywałem. Jestem pozytywnie zaskoczony. Pomimo że to wersja beta – działa bardzo stabilnie. Spodobała mi się instalacja Flasha. W ten sposób działa jedynie w IE, ale jednak działa bardzo dobrze. Chodzi mi o to, iż instalację można przeprowadzić z włączoną przeglądarką, a po instalacji flesze na stronie się po prostu uaktywniają. Niczym odtwarzanie mp3-pobieranie kodeków w Ubuntu. Miałem także styczność z UAC. Nie wiem czy działa tak samo jak w Viście, ale bynamniej tutaj – spodobał mi się. Podczas instalacji czegokolwiek zawsze jesteśmy proszeni o potwierdzenie tej czynności. Jak dla mnie świetny patent. Przypomina mi sudo w Ubuntu. Pomimo tego, że sudo mnie wkurzało, i już z niego nie korzystam, czyly korzystam z dwóch kont: root i byisk, to sądzę, że nawet siedząc na roocie na Windowsie (również mam dwa konta), powinienem być pytany o takie rzeczy. Nigdy nie wiadomo jaki program co zrobi. To jest closed software i trzeba o tym wiedzieć.
Everyday Normal Guy 2 w IE8 wraz z podglądem:
Heavi Metal Fisza i Emade w aTunes:
Klasyczny wygląd dla oldschoolowców. Zero przezroczystości i innych efektów wizualnych:
Sterownik do obsługi partycji Ext?fs zainstalowany przy pomocy Program Compatibility Assistant działa poprawnie:
Oczywiście używam Ext3fs. F: ma punkt montowania /, G: /usr, H: /home, I: /home/mp3
Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Jak na razie żadnego zawieszenia się, żadnych problemów.
I na koniec Sexy Linux:
Hłez Gnome Panel?
Jak mamusię kocham – ja go nie usuwałem. Komputer uruchamiam ponownie zazwyczaj raz dziennie, raz na dwa dni, więc trudno mi dokładnie określić, która z rzeczy zrobionych przeze mnie spsuła to. Ale hardkor.
Jak widać na skrinie – APT GET chce dociągnąć kilka zależności, w tym evolution-data. Przypomniałem sobie, iż usuwałem wszystkie pakiety Evolution – może stąd problem. Moim zdaniem integracja Gnome z Evolution (ot, terminarz w kalendarzu np.) jest głupia. Nigdy nie używałem Evolution. Jakoś z Epiphany tak nie robią…





























